Zobacz temat
 
Wypociny Racheli
Silent, zauważ, że większość odcinków miała miejsce latem/wiosną Bestia ;) . Sama chciałam wypróbować, jak będą wyglądać Tytani z jesiennym bólem istnienia Gwiazdka :D
No tego się nie spodziewałam Gwiazdka :D

słodko Bestia ;)
titansgo.pl/upload/img/603b81b630c38.jpg
Coś mnie napadło w środku nocy i napisałam swój pierwszy, beznadziejny songfic. Nie czytajta xD

Tytuł: Swimming in The Stars
Pairing: Robin, Starfire
Motyw: Romans
Piosenka: Swimming in The Stars - Britney Spears
Słowa: nie liczyłam, ale krótko

********
Wyszłam potajemnie z Wieży, by trochę pozbierać myśli. On tak bardzo zbijał mnie z tropu, był niemal nieuchwytny. Ogarniała mnie fala frustracji, bo może to ja nie potrafię zrozumieć jego? Być może związek z nim jest metaforą mojego związku z Ziemią. Jednego dnia uroczo się uśmiecha, obejmuje mnie ramieniem, a drugiego już ucieka.
Wewnętrzna burza przywiodła mnie na piaszczystą plażę za najwyższym wzniesieniem drugiej strony miasta. Uwielbiałam podziwiać nocne niebo z tej lokalizacji, ponieważ żadne światła nigdy nie zdołały zakłócić pięknego pejzażu gwiaździstej płaszczyzny i wody tańczącej z przytulnym wiatrem. Oddając się chwili zapomnienia, opadłam na rozgrzewający piasek i pozwoliłam otulić się ciepłym powiewom. Przed oczami błyszczały mi tysiące kolorowych gwiazd, zdołałam nawet zauważyć kilka spadających. Delikatny szum oceanu wzbogacił moją chwilę błogości o przyjemne doznania słuchowe.
Straciłam poczucie czasu, aż do momentu, w którym pojawiły się dwie ciepłe dłonie na moich policzkach.

Dream me to life
Write our names in the pillow skies

Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech, zamknęłam oczy i okryłam jego dłonie własnymi. Poczułam, że delikatnie potarł nasze kciuki i złożył subtelny pocałunek na mojej prawej dłoni. Nie potrzebowaliśmy słów.

We can meet in our minds
If our days count us out of time

W mojej wyobraźni przenosiliśmy się do własnego świata. Żałowałam, że nie dane było nam w nim na zawsze pozostać. Tutaj, w naszym miejscu.

And we'll stay alive
In seas of city lights
Where you and I collide

W końcu złączyły się wargi. To był nasz własny język, symbol zjednoczenia dusz. Dokładnie w tych chwilach znajduję pewność, że wcale nie jestem obca jemu i Ziemi. Gdy on mnie o tym w ten sposób zapewnia, dostaję emocjonalnych skrzydeł. Czuję, że mogę przenosić szczyty, polecieć stąd na drugi koniec wszechświata lub po prostu zanurzyć się w tych pięknych gwiazdach....

So let's go
Swimming in the stars tonight

Podniósł mnie i zaczekał, aż wrócę do niego i otworzę ponownie oczy. Spostrzegłam dwa niebieskie diamenty w panoramie błyszczącego nieba. Zahipnotyzowana tym widokiem, nie stawiałam oporu, gdy zaciągnął mnie bliżej wody i nasze nagie stopy okryła delikatna fala ciepłej wody.

Oh, and we'll glow
And shimmer in the diamond lights
We'll dive in

Nie odrywając wzroku od siebie, powoli weszliśmy głębiej, a lustro wody odbijało rozświetloną paletę gwiazd. Podobne odbicie malowało się w jego niebieskich tęczówkach. Fale otulały nas coraz chętniej.

Head first, all the way down
In gravity's arms we'll drown

Nie miałam pojęcia, czy wciąż stoimy w wodzie czy faktycznie zanurzamy się w nocnym niebie, nie obchodziło mnie to. Ułożył ręce wokół mojej talii, a ja objęłam jego szyję. Odurzona tą chwilą ciągnęłam nas w dół, a on pilnował, bym nie robiła tego za szybko.

The world is ours
When we're swimming in the stars
When we're swimming in the stars

Wreszcie położyliśmy się w spokojnym oceanie, nasze głowy złączone. Zatarła się granica, horyzont zanikł. Pływaliśmy we własnym świecie, kiedy pływaliśmy w gwiazdach.

- Robin...
- Ja też Cię kocham, Star.

Połączony z 2020-12-07, 20:07:02:
NOWA SERIA!
Rozmowy na kozetce
Motyw: Humor, Romans, Dramat
Postacie: Robin, Starfire, Raven, Beast Boy, Cyborg, Bruce Wayne, Slade Wilson

Rozdział 1: Początek nowej przygody i spalony naleśnik




Ostatnia lampka do kontaktu i... gotowe. Tak, to ja, Rachela. Młoda studentka oddelegowana na praktyki do kliniki pod skrzydłami Wayne Enterprises. Dostałam już własny gabinet i bardzo mi się w nim podoba. Jest dokładnie taki, jak sobie wymarzyłam. Zamiast prawej ściany wybudowano duże okno z przytulnymi zasłonkami. Od prawej strony drzwi rozciąga się majestatyczna kozetka, a przy niej stoi klasyczna lampa i mój fotelik. Na wprost od wejścia znajduje się pokaźny regał z książkami, tuż przed nim moje biurko. Pacjenci mają widok na uspokajający pejzaż ściany wschodniej. W gabinecie stoi też kilka roślin w doniczkach. Prawdopodobnie bardziej od nowego miejsca pracy ekscytują mnie moi podopieczni! Powierzono mi misję zadbania o zdrowie psychiczne bohaterów tego regionu i prywatnie moich idoli - Młodych Tytanów. Ekipa zapoznała mnie z nimi już kilka miesięcy temu - zupełnie bez świadomości, że wiem o nich znacznie więcej niż powinnam. Dokładnie za kilka minut mam odbyć swoją pierwszą sesję... z Bestią. Mimo, że praktycznie to najlepsza opcja jak na początek, żołądek ściska się niemiłosiernie.

Moje duchowe żale przerwało energiczne stukanie w drzwi. Momentalnie stanęłam jak wryta i stres opanował mój umysł. Podeszłam nieśmiało i pociągnęłam do siebie klamkę.
- A Pan do kogo...? (Auć, Rachela, ogarnij się ) Eee... To znaczy... Wchodź, Bestio, śmiało - próbowałam zachować choć pozory kontroli po pierwszej wpadce.
- No cześć, mała! Jak tam nowe miejsce? - zielonek na bacząc na nic wskoczył na kozetkę i wyłożył się jak rasowy plażowicz.
- Muszę przyznać, że Pan Wayne się postarał, pijesz coś? - z każdą minutą wracałam do siebie, a pozytywna aura BB dodatkowo mnie rozluźniała.
- No jasne, zapodaj jakieś mleczko sojowe, wiem, że w tym regale masz ukrytą lodówkę!
- Ha, czego ty nie wiesz i ciesz się, że nie zamówiłam elektrycznej łapki na muchy - puściłam mu oczko i otworzyłam misternie ukrytą lodówkę, po czym nalałam pełny kubek mleka i podając zapytałam - Jak się dziś czujesz, Bestyjko?
- Dzięki. Dobrze, że udało mi się wyrwać z Wieży. Jestem po prostu trup - nastolatek zwiesił głowę i wziął porządny łyk.
- Co? Jak to? - zasiadłam z gracją na swoim fotelu trzymając jednocześnie notesik i poprawiłam okulary - Co się stało?
- No... Wstałem wcześniej niż normalnie i chciałem zrobić śniadanie dla Ra... wszystkich. Zamyślony, za wcześnie włączyłem patelnię i tłuszcz się rozgrzał... - potakiwałam przez pewien czas - Nie miałem pojęcia, że to ciasto na naleśniki robi się tak długo i... Jak wyrzuciłem je na patelnię, od razu zaczęło się palić... - w tym momencie powaga opuszczała moją twarz, ale dzielnie z tym walczyłam.
- Co było dalej?
- Do salonu weszła Rae, a ja nie mogłem odkleić naleśnika od dna, aż w końcu się udało, ale nie wylądował na talerzu...
- Więc gdzie?
- Na... Głowie Rae... - moje próby opanowania powoli zawodziły - ona się wściekła, wyrzuciła mi resztę ciasta w twarz.. a że patelnia z nikąd się zapaliła, na oślep szukałem w szafce gaśnicy. Narobiliśmy niezłego hałasu, aż wpadła reszta... Robin zaczął się na nas drzeć, Cyborg próbował powstrzymać wodę z kranu, który wybuchł od mocy Rae, a Gwiazdka chciała mi pomóc wytrzeć ciasto z twarzy, w końcu...
- Co? - zakryłam sobie usta dłonią.
- Pomyliłem guziki i użyłem gaśnicy w jej stronę... Wszyscy byli na mnie tacy źli, a chciałem dobrze... Zakazali mi wstępu na kanapę, a mi wszystko było jedno...
- Ym, Bestio, a co się właściwie stało, że się tak zamyśliłeś? - teraz wyraźnie się spiął.
- Ee... Nic takiego. Nie wiem...
- Dobrze, sprawdzimy teraz, co Ci chodzi po głowie - włączyłam relaksujące dźwięki natury na małym magnetofonie i odczekałam kilka minut, aż stres opuści zielonego.
- Gotowy? Teraz ja powiem jakieś słowo, a Ty podasz mi szybko pierwsze skojarzenie, dobrze? - wróciłam na swoje miejsce i kojąco czytałam z listy - Piękno.
- Raven...
- Radość.
- Raven..
- Marzenie.
- Raven.
- Mrok.
- Raven!
- Książka.
- Raven!
- No, to już chyba znamy powód Twojej nieuwagi. To śniadanie też miało być dla niej, tak?
- Tak... Tyle, że ja nigdy nie robiłem naleśników sam i tak to wyszło... - chłopiec jeszcze bardziej posmutniał.
- Hm, podoba ci się - uśmiechnęłam się prawdziwie.
- Nie wiesz nawet jak bardzo... Jest taka wyjątkowa, ma swoje mroczne poczucie humoru, jest ładna i tyle czyta... Pewnie nie chciałaby takiego głupka jak ja... Ale ja wiem, że gdzieś tam coś do mnie czuje! - Bestia ożywił się na te słowa.
- Naprawdę?
- Tak! Dwa dni temu nawet bez przyklejania rąk do konsoli, zgodziła się ze mną zagrać! Tylko jak innych nie było... - Gar usiadł po turecku na kozetce.
- Bestio, czasami jest tak, że zakochanie motywuje nas do pokazania się z jak najlepszej strony, podczas gdy zapominamy, że nasze połówki pokochały nas za to, kim jesteśmy teraz. Myślę, że powinieneś z nią porozmawiać, jak przestanie się złościć.
- Ty... Też uważasz, że coś do mnie czuje? - zielony Tytan wstał energicznie i pochylił się nade mną.
- Ze swoich źródeł wiem, że tak - uśmiechnęłam się się do niego szczerze.
- Teraz już chyba mnie nienawidzi...
- Pogadam z nią, nie martw się - ścisnęłam delikatnie dłoń bohatera.
- Oh, wspaniale! Muszę z nią potem sam pogadać, dziękuję! Dziękuję! - będąc w euforii Bestia ucałował moją dłoń i szczęśliwy wybiegł z gabinetu. Obróciłam się na fotelu w stronę okna i zachichotałam. Szykuje się ciekawe pół roku...

(Piszcie co chcecie dalej zobaczyć! Wezmę pod uwagę)
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-12-07, 20:17
nie no, ten pomysł genialny Gwiazdka :D mam nadzieję, że Bestyjka jeszcze wróci opowiedzieć, jak mu poszlo!

jedyne do czego się przyczepie to to, że chyba nie można diagnozowac swoich idoli, noale szczegolik Bestia :P

kiedy Robin?
*spoiler*

titansgo.pl/upload/img/603b81b630c38.jpg
Kochana, nikt (na razie) nie ma pojęcia, że to są moi idole. Ma na to wskazywać ten fragment, gdzie wiem o nich więcej niż powinnam Bestia ;)

*spoiler*

Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-12-07, 21:55
Dawaj więcej! Booya!
Jak zawsze, musze sie przyczepic, ze nie umiem strawic czasu teraźniejszego, ale to jakis moj problem. Tak poza tym jest ciekawie i czekam, co ty tam wykombinujesz. Bo że coś się odwali, to wiadomo. No i weź bez takich "napomknięć", że ich znasz, bo tym trudniej będzie czekac na następną czescCyborg 8-P
Świąteczny specjal - uwaga! Nie jest powiązany z kozetkowymi historiami. Na nie przyjdzie czas.


Magiczne drzewko

https://youtu.be/...

Młoda kosmitka leżała na gołej podłodze podziwiając najpiękniejsze drzewko, jakie kiedykolwiek widziała. Wraz ze swoją rodziną ubrali je kilka godzin wcześniej i mimo, że wszyscy udali się już do swoich pokoi, Gwiazdka niczym zahipnotyzowana urokiem choinki nie mogła oderwać od niej wzroku. Wielobarwne światełka, rozciągające się wokół perłowe łańcuchy, unikatowość powieszonych na gałązkach postaci i te bajeczne bombki. Świerk okazał się dość wysoki, a jego czubek zdobiła złota gwiazda. Na gałązkach znalazły się też świąteczne słodycze, podobizna oświetlonego ratusza, mini choineczki, brokatowe kokardy oraz kwiaty gwiazdeczki betlejemskiej. Pod świątecznym drzewkiem leżały starannie ułożone prezenty - cały stos, a nad ich bezpieczeństwem czuwała porcelanowa figurka Mikołaja, która została ustawiona po lewej stronie. Blask światełek odbijał się w ogromnych szybach, gdy były one jedynym źródłem światła w pokoju wspólnym Wieży Tytanów. W powietrzu unosiła się woń pierniczków. Dziewczyna nie była do końca pewna, czy powieszone żołnierzyki, aniołki i Mikołaje nie zaczynają tańczyć w blasku lampek, a miniaturowe choinki nie rozbłyskują samodzielnie.
- Hej, piękna. Nie śpisz? - zza jej pleców wyłonił się Robin.
- Jest... Najbardziej magiczna. Nie mogę przestać jej podziwiać - nieco zarumieniona Star spotkała wzrok swojego chłopaka.
- Nie wątpię - uśmiechnął się - nie pochwalam jednak, że leżysz na zimnej podłodze - zamaskowany bohater otulił swoją dziewczynę puchowym kocem i dołączył do niej. Starfire oparła się na jego ramieniu.
- Robinie, czy one tańczą?
- Tak. Ale zobacz, kto idzie z drugiej strony...
https://youtu.be/...
W mgnieniu oka na świąteczną choinkę zaczęły się wspinać bataliony mysich zabawek. Przerażone aniołki rzuciły się do ucieczki, a żołnierze obstawili linię lampek. Myszy dwoiły się i troiły, opanowując dolne partie choinki. Drewniani mężczyźni czym prędzej odpalili ogień ze swoich malutkich pistolecików. Plastelinowe pociski nie zdołały powstrzymać przeciwników. Wroga armia gromadziła serowe okruszki na okupowanych piętrach. Błyszczące drzewka zgasły, a cynamonowy zapach zastąpił odór spleśniałego sera. Największa z myszy zaśmiała się zwycięsko i spoczęła na najbardziej okazałej bombce z literą T. W prawej dłoni trzymała królewskie berło, które pomagało w jakiś niewyjaśniony sposób okupantom. Kilkunastu żołnierzy zostało brutalnie zrzuconych przez złośliwe myszy, a reszta niepokornej zgrai kradła aniołkom aureole, porywała bezbronne baletnice wraz z prezentami Mikołajków i niszczyła niektóre łańcuszki. Niektóre kwiaty, jak również kokardki zostały podpalone.
- Robin! Musimy im pomóc! - zmartwiona księżniczka uporczywie wyrywała się z uścisku lidera, jednak on cierpliwie trzymał ją u swojego boku.
- Tylko obserwuj, Star. To jest tylko magia...
Niespodziewanie, lampki choinkowe przybrały pięć różnych kolorów - czerwony, pomarańczowy, fioletowy, zielony i niebieski. W jednej chwili światełka utworzyły pięć odmiennych kształtów, które formowały powoli konkretne sylwetki. Gwiazdka szeroko otworzyła oczy, natomiast Robin z głębokim skupieniem obserwował baśniową transformację. Wszystkie kule rozbłysły i na ich miejscu pojawiło się pięć nowych ożywionych postaci. Pierwsza prezentowała się jako zamaskowany bohater w pelerynie. Druga stała pewnie przy nim, miała kasztanowe włosy i duże zielone oczy. Trzecia całkowicie spowita została zieloną farbą i co chwilę zmieniała swój wygląd poprzez przemiany w zwierzęta. Czwarta wydawała się najbardziej tajemnicza, bowiem cała okryta była granatową szatą i unosiła się z łatwością w powietrzu. Piąta, jako jedyna, nie została stworzona na bazie drewna czy porcelany, a najprawdziwszego metalu. Jej prawe oko zastąpiła czerwona dioda. Położenie zabawek wskazywało na dowództwo pierwszej, a ona rzuciła się na mysią armię, która działała teraz pod emblematem z literą S. Raven, Robin i Cyborg rzucili się na pomoc ostatnim broniącym się żołnierzom, a Gwiazdka i Bestia zlecieli na podłogę, by opatrzyć rannych. Drewniani woje odpierali atak podłych myszy już tylko przy samym czubku, chroniąc piękną gwiazdę. Bohaterowie za pomocą magicznej energii odpychali i zrzucali natarczywe myszy. Star i BB powoli wnosili pozostałych na najwyższe partie choinki. Myszy zrozumiały tę strategię i uknuły nowy plan. W czasie, gdy zielonek i kosmitka kierowali się w stronę leżących na podłodze wojowników, kilkoro wrogów zebrało się w grupę i skoczyło wprost na dwóch członków drużyny. Zaskoczeni Tytani opadli na zimną powierzchnię i usiłowali zrzucić z siebie nieprzyjaciół. Drewniane podobizny otworzyły szeroko usta, aby prosić resztę o pomoc. Mysi król konsumował kawałek sera i z rozbawieniem przyglądał się nierównej bitwie. Przy małej pomocy wielkiego berła wyczarował jeszcze kilka myszy. Robin i Raven najwyraźniej usłyszeli wołanie swoich połówek, ponieważ natychmiast skupili wzrok na wydarzeniach z dołu. Na porcelanowej twarzy lidera zagościła prawdziwa złość. Cyborg pozostał z uzdrowioną już armią wojów na froncie, podczas gdy Raven otoczona fioletową energią, skierowała się na pomoc przyjaciołom. Zdenerwowany Robin zaatakował gałąź króla. Jego mysia armia objadała się kawałkami serca, więc wytworzył tuzin metalowych robotów w swojej obronie. Bohater zrozumiał, że siła myszy tkwi w tym berle. Tymczasem Raven skutecznie wsparła Bestię i Star w walce o wolność oraz pozostawienie prezentów w stanie nienaruszonym. Magiczna energia każdego Tytana potęgowała się, gdy łączyli swe siły. Starfire zauważyła, że Robin został otoczony przez zło wrogie roboty. Kosmitka spowodowała ogromną eksplozję swojego promieniowania, co skutecznie odstraszyło przeciwników. Przyjaciele pospieszyli na pomoc pozostałym. Bestia dołączył do Cyborga na górze. Robot i większość żołnierzy odnosili już połowiczne zwycięstwo. Gwiazdka i Rae skutecznie odciągnęły przeciwników od Robina. Metalowe zabawki rozlatywały się pod wpływem pomarańczowej i fioletowej aury. Boy Wonder jedynym zwinnym ruchem strącił opasłą mysz z bombki i przejął jej berło. Korona rozbiła się o podłogę. Wszyscy Tytani zebrali się w kręgu i skierowali moc na atrybut króla. Po krótkiej chwili stracił on barwę i rozleciał w kawałki. Myszy natychmiast straciły broń i zaczęły znikać z krzykiem.
https://youtu.be/...
Wszystkie stłuczone ozdoby wrócily do pierwotnego stanu, a mieszkańcy choinki wiwatowali bohaterom. Tańce ponownie się rozpoczęły. Cyborg zachwycał się prima baleriną, Rae i BB przytulali się w puchowym łańcuchu, a Robin i Star tańczyli do pięknej, klasycznej melodii świątecznej.
Dwójka nastolatków wymieniła uśmiechy. Tytani ułożyli się na kanapie - ciągle z widokiem na magiczne drzewko.
- Robin... to jest tak niezwykłe...
- To jest. Śnij dalej, Star. To jedyna taka noc w roku - Robin pocałował jej czoło i zamknął oczy. Z choinki nadal wydobywały się dźwięki sztuki baletowej...
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-12-25, 13:26
Zastanawiam się, czy to na pewno magia czy raczej sen spowodowany wonią pierniczków Cyborg 8-P. Chociaż w sumie wtedy bardziej spodziewałabym się piernikowych antagonistów, a nie sera i mysiej armii Robin :)
Myszy miały być referencją... No właśnie, niech ktoś zgodnie, do czego. Raczej to moja fantazja, gdy siedziałam wczoraj pod choinką Robin :)

Połączony z 2021-05-10, 22:27:07:
Oto, ludzie, przychodzę do was z aktualizacją Kozetki! Natchnęło mnie i skasowałam poprzednią, dość humorystyczną wersję rozdziału. Parę dni temu brałam udział w wypadku samochodowym, doznałam przy tym PTSD i postanowiłam napisać o tym parę słów, jako, że w końcu dochodzę do siebie. Proszę zatem się nie dziwić, że jest to okropnie napisane, próbowałam Bestia :P

ROZMOWY NA KOZETCE 2, część 1
Dramat/Hurt&Comfort
*****************************************
Piątek, piątek, weekendu początek! Chyba, że jesteś opłacaną stażystką i w ramach praktyk opiekujesz się zdrowiem psychicznym pięciu nastolatków. Herbata już wystygła, a ja wciąż uzupełniałam tygodniowy raport z wynikami diagnozy. Pan Wayne chciał mieć całkowitą pewność, że Tytani rozwijają się książkowo i nie wkrada się żadna dysfunkcja. Co miesiąc dostawałam konkretny plan statystyczny, w którym znajdowała się data i rodzaj testu. Niektóre mierzyły poziom stresu, inne badały rozwój intelektualny, a jeszcze inne przeprowadzaliśmy werbalnie lub projekcyjnie (obrazki). W celu powierzchownej diagnozy w tym tygodniu wysyłałam im krótkie ankiety dotyczące samopoczucia i właśnie kończyłam pisanie raportu z wtorkowych wyników. Lata 80. to moja ukochana dekada pod względem muzycznym, zatem stare radio brzęczało jedynie w określonych rytmach synth popu/disco/rocka. Analizy wraz z wynikami surowymi przesyłam do mojego opiekuna, dyplomowanego psychologa i doktora psychiatrii, bliskiego znajomego pana Wayna. Profesor był za mnie odpowiedzialny i to dzięki jego inicjatywie dostałam swój własny kącik oraz sporą dawkę praktyki. W międzyczasie kończyłam też studia teoretyczne. Nasi bohaterowie dość dobrze radzili sobie z silnymi przeżyciami, mieli świetne umiejętności budowania relacji w grupie oraz osiągnęli już ostatnie stadium inteligencji wg teorii Jeana Piageta, co było zgodne z normą wiekową. No, może poza Bestią, który wybierał jeszcze mieszane odpowiedzi. Wsłuchiwałam się w kolejny przebój Michaela Jacksona, gdy lokalna stacja przerwała nadawanie.
"Przerywamy blok muzyczny w celu podania najświeższych informacji. Około pięciu minut temu na drodze głównej w północnej części miasta doszło do zdarzenia drogowego, między innymi z udziałem pojazdu należącego do Tytanów. Podwójną kolizję spowodował pijany kierowca, u którego wykryto ponad dwa promile alkoholu. Nie żyje młoda kobieta i jej trzyletnie dziecko. Do szpitala trafili też nasi bohaterowie, jednak w większości nie ponieśli poważnych obrażeń. Stan Beast Boya wymógł na lekarzach wprowadzenie go w śpiączkę farmakologiczną. Czekamy na kolejne informacje".
Pięknie. Czym prędzej chwyciłam za słuchawkę i wybrałam numer alarmy do Wieży.
- Cyborg? Słyszałam, co się stało. Czemu nikt do mnie nie dzwoni? Jak się czujecie? - robot nie wydawał się rozmowny, ale ostatecznie zgodził się przyprowadzić do gabinetu swoich przyjaciół.
Wstałam jak narwana i zaczęłam myśleć, jak to zrobić, żeby nie pogorszyć sprawy. Rozmawiać z nimi oddzielnie czy razem? Od czego zacząć? Jak sprawdzić ich stan faktyczny? Profesor mnie zabije, jeśli popełnię poważny błąd.
Najpewniej będzie zacząć od osoby, która może powiedzieć mi cokolwiek o ich stanie wewnętrznym.
- Rach, jesteśmy.
- Wchodzić! - zaprosiłam ich do środka i usadziłam wygodnie. Cyborg miał posępną minę, Robin skupiał się nad czymś, Raven skrywała się bardziej niż zwykle, a Star.... trzęsła się i płakała. Usiadłam przy swoim służbowym laptopie i natychmiast wysłałam alarmową wiadomość do profesora i pana Wayna - "Zarejestrowano spotkanie. Podejrzenie jednego umiarkowanego przypadku PTSD.".
- Dobrze, nie będę was pytać o samopoczucie. Uznałam, że znamy się na tyle dobrze, że poradzimy się twarzą w twarz. Możecie przejść do części wypoczynkowej po prawej od tego pokoiku, mamy świetną wodę źródlaną. Raven, proszę, zostań - gdy wszyscy już opuścili gabinet, podałam dziewczynie kubeczek zielonej herbaty i uważnie obserwowałam jej zachowanie.
- Boisz się tej interwencji - Tytanka wypaliła nagle moje wszystkie obawy w jednym, niezobowiązującym zdaniu.
- Heh, zapomniałam, z kim rozmawiam - po otrzymaniu serdecznego uśmiechu, odważyłam się w końcu zapytać - jak to wszystko znosisz? Wiem, że jesteś obarczona też ich emocjami.
- Staram się przede wszystkim zachować kontrolę. Przez ostatnie lata opanowałam już poszczególne siły energetyczne każdego z nich, teraz jest to... Trudne - dziewczyna wzięła większy łyk naparu.
- A ty?
- Nic mi nie jest - odpowiedzi nastolatki były bardzo wyważone i wzbudzały we mnie smutek. Ewidentnie budowała barierę dla swoich uczuć - Ja sobie poradzę. Zajmij się nimi. Robin przejmuje się jej stanem, ona jest w głębokim stresie, Cyborg obwinia się. Potrzebuję cichego miejsca i medytacji. Przepracuję to, nie martw się.
- Jestem ci tak wdzięczna za ten mini raporcik o ich stanie. Rozumiem, że dasz sobie radę, tylko potrzebujesz spokoju. Uzgodnię to z Robinem i spróbujemy znaleźć dla ciebie odpowiednie miejsce - tak, żeby oni o tym miejscu nie wiedzieli. Nie jestem też na tyle naiwna, żeby nie zauważyć w twoich oczach "boję się o Bestię" - tu zauważyłam u niej rumieniec - jemu także zależy, powinniście porozmawiać i nawet obiecałam mu rozmowę z tobą.
- Wiem, jednak moje zdolności w kwestii tych... uczuć zdają się na nic. Jestem zagubiona w jego obecności, ale teraz mamy poważniejsze problemy. Zajmij się nimi, jestem już zmęczona... - kończąc tym zdaniem, Raven rozpłynęła się w powietrzu. Usiadłam ciężko na fotelu i głęboko westchnęłam. Nie będzie łatwo.
- Robin, chodź tutaj z nią.
Po chwili na kozetce usiadł lider drużyny ze swoją roztrzęsioną dziewczyną w ramionach. Musiałam się powstrzymać, by nie zrobić miny w stylu "awww". Pełny profesjonalizm.
- Co jej jest? - pytanie Robina było wymagające i stanowcze, wzbudziło we mnie nutkę przerażenia.
- Przeżywa dokładnie to, co wy wszyscy, ale bardziej. Rozumiem, że lepiej będzie, jeśli z nią zostaniesz i mam pozwolenie na ujawnianie informacji z kartoteki? - po gwałtownym skinieniu Cudownego Chłopca zasiadłam do komputera.
- Dlaczego przeżywa to bardziej? Mieliśmy już do czynienia ze śmiercią.
- Bez sensu jest teraz wykonywanie testów diagnostycznych i wywiadu, bo ona nie nadaje się do rozmowy, ale możemy wysnuć wstępne wnioski z tego wszystkiego - wyciągnęłam z szufladki czystą kartkę i ołówek, a następnie podeszłam do kosmitki.
- Nic nie musisz mi mówić. Narysuj, co widzisz teraz - dziewczyna ostrożnie wzięła ode mnie przybory i odeszła do mojego biurka, a ja usiadłam koło Robina.
- Zakładam, że coś jej się jeszcze musiało przypomnieć. Niekoniecznie sytuacja, ale może uczucie bezradności z przeszłości, mogła doświadczyć czegoś podobnego. Prawdopodobnie ma nasilony Zespół Stresu Pourazowego. Kiedy jesteśmy świadkami jakiejś tragicznej sytuacji lub sami bierzemy w niej udział, nasza psychika może sobie z tym nienajlepiej poradzić i wychodzi zespół indywidualnych, czasowych zmian w zachowaniu. Taką traumę, w zależności od stopnia nasilenia, trzeba przepracować. Najgorzej, gdy taki uszczerbek trwałe wywołuje nieodwracalne zmiany w postrzeganiu rzeczywistości. Jeżeli nie damy rady tutaj, będę zmuszona odesłać ją do psychiatry - tu Robin wyraźnie się skrzywił - Psychiatra też dla ludzi... i kosmitów - naszą rozmowę przerwała łkająca zielonooka Tytanka, która podała mi kartkę, zasłaniając jej obraz swojemu chłopakowi. To, co na niej zobaczyłam, zwaliło mnie z nóg. Stos ciał, w tym ciała przypominające Tytanów, a nad nimi jakieś paskudne jaszczury. Cała scena na ulicy, jakby na miejscu wypadku.
- Robin, wyjdź. Musimy porozmawiać - lider niechętnie skierował się do wyjścia.
- Star, jesteś głodna?
- N..Nie...
- Śpiąca?
- Nie...
- Wypiłaś podobno litr wody na korytarzu, pewnie chcesz wyjść do toalety.
- Nie...
- Masz przed oczami tę scenę, prawda? - kosmitka sztywno pokiwała głową. Trudno uwierzyć, że ta tętniąca radością dziewczyna siedziała teraz otępiona i płakała całym swoim wnętrzem.
- Posłuchaj, nic im się nie stało, wiesz? Bestia wyjdzie z tego. Oni się o ciebie martwią.
- Nie czuję nic... - to było pierwsze pełne zdanie, jakie udało jej się ułożyć.
- To normalne. Jesteś pod wpływem wysokiej adrenaliny i kortyzolu, ale chcę, byś wiedziała, że nikomu już nic nie grozi, a wy nie mogliście zapobiec tej tragedii.
- Tak jak ja... - tu załamał jej się głos i urwała.
- Wiem, uczucie bezsilności jest ci dobrze znane. Obudziło się akurat teraz. Przez parę dni będziesz się słabo czuła, możesz nie odczuwać pewnych emocji jak dawniej. Zakładam, że lot zniknął?
- T...Tak...
- Czy czegoś szczególnie teraz potrzebujesz? Musimy dbać o twój komfort. Umówię cię z profesorem i porozmawiacie dokładnie o traumie z okresu Cytadeli - taka rozmowa mogła się wiązać z koniecznością zastosowania technik psychoterapeutycznych, do których nie posiadałam jeszcze uprawnień.
- Wszystko mi jedno...
- A chcesz teraz czegoś szczególnie?
- Robina...
- Dobrze, zawołamy go i pójdziecie odpocząć, dobrze? Trzymaj się - zakończyłam naszą krótką rozmowę uściskiem i zaprosiłam znów Robina z Cyborgiem.
- Potrzebuję, żebyś zajął się nią jak swoją dziewczyną, a ciebie - żebyś zajął się nią jak swoją małą siostrą. Ona potrzebuje uwagi, dotyku, słów, wsparcia emocjonalnego. Musimy też dać odpocząć Raven. Nie spuszczajcie Star z oka, przez trzy dni informujcie mnie o jej zachowaniu. Najlepiej, aby nie wychodziła sama i w miarę możliwości jadła, piła, relaksowała się. Trzymajcie ją z dala od ulicy. Może za trzy dni będę w stanie z nią porozmawiać i ustalić, co dalej robimy.
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2021-05-10, 22:27
Miałam przeczytać wczoraj, ale mi totalnie wypadło z głowy... Co za skleroza xD
Nie jest okropnie napisane. Mam nawet wrażenie, że jest w jakiś sposób lepiej, niż poprzednia część, ale nie umiem zdefiniować, co konkretnie. Może chodzi o autentyczne przeżycia? Szkoda tylko, że takie wydarzenie spowodowało to natchnienie do pisania.
Wprowadzenie wyszło takie swobodne, jest jak najbardziej okej.
Raven <3<3<3 Tu nie trzeba dodawać nic więcej xD
"Awwwww" - totalnie Twoja reakcja na każdy obrazek RobStar xDDD
"Może za trzy dni będę w stanie z nią porozmawiać i ustalić, co dalej robimy. " - to brzmi jak oczywiste ogłoszenie rychłej kontynuacji (na co liczę, nie ukrywam tego xD)
Ogólnie wyszło fajnie. Podobają mi się te "specjalistyczne" wstawki i sposób prowadzenia dialogu.
Mam nadzieję, że następna część będzie szybciej, tylko niekoniecznie motywowana takimi wydarzeniami.
ROZMOWY NA KOZETCE 2, cz. II
(Humor& Dramat & Romans)
Otworzyłam powoli oczy. Gdzie ja jestem? Gabinet. Niewyraźne pole widzenia i głosy, których na razie nie daję rady rejestrować. Leżę na własnej gabinetowej kozetce.
- Rachela, słyszysz mnie? Nie odpowiedziałaś na ostatnie pytanie. Jesteś strasznie rozkojarzona - do moich oczu dotarł obraz Robina... Przepytującego mnie?
- Tak... A jakie było ostatnie pytanie? - postanowiłam odpuścić wszystkie kłębiące się w mej głowie pytania i po prostu poddać się sytuacji.
- Czego obecnie pragniesz? - nastolatek trzymał kartkę papieru i długopis, intensywnie notując.
- Ciepła, dobrego horroru i... kebaba z Ayranem - palnęłam zgodnie z prawdą.
- Wiem, że jest coś jeszcze.
- Doprawdy? To sam sobie to wypowiedz i napisz. Od kiedy masz uprawnienia do przeprowadzenia ze mną wywiadu psychologicznego?! Czy ty w ogóle znasz normy wywiadu?! - poziom irytacji jego stanowczością i ukierunkowaniem na cel prawdziwie mnie sfrustrował. Dobrze wiedziałam, czego on chce.
- Myślę, że ważniejsze jest to, że zatajasz i wypierasz swoje realne pragnienia, prawda? - lider delikatnie ujął moją dłoń i potarł ją kciukiem. To się nie dzieje.
- C-co ty wyprawiasz? Nie powinieneś...
- Nieważne, czego nie powinienem. Ważne, co ty pozwolisz mi zrobić - jego głos obniżył się o kilka tonów. Robin odłożył na bok notes z długopisem i nachylił się, by objąć mnie ramionami. Nie mogłam protestować.
- Upadłeś na głowę? Jak możesz to teraz robić Starfire? Ona cię potrzebuje, ty draniu!
- Zatrzymaj mnie. Zrób tylko jeden ruch, aby przerwać moje działanie - z tym nachylił się do mnie całkowicie i złapał moje usta swoimi w delikatnym pocałunku. Wszystkie pragnienia, marzenia i eteryczne pokusy spełniły się w jednej chwili. To niesamowite uczucie ogarnęło moje ciało, gdy zawiesiłam mu się na szyi pogłębiając nasz kontakt. Dłonie zanurzyły się w jego włosach, kiedy delektowałam się bliskością i sensualnymi ruchami naszych warg. Z romantycznego nieba wyrwał mnie jego gwałtowny ruch sygnalizujący wycofanie.
- I kto jest teraz draniem? Jak mogłaś jej to zrobić?
*******************************************
Podskoczyłam na swoim krześle wyrywając się z koszmaru. Szlag. Ocierając pot z czoła wstałam, by zrobić sobie kawy, chociaż serce i tak już waliło mi ponad miarę. Przez ostatnie parę dni Tytani wysyłali mi raporty o swoim stanie psychicznym, odbywałam z nimi sesje online. Profesor zadecydował, że PTSD Star powoli ustępuje, dlatego mogę dalej zajmować się nią na własną rękę. Postanowiłam nie udzielać informacji gazetom, pomijając już aspekt etyczny dzielenia się takimi informacjami. Szczególnie przyjemne były dla mnie sesje z Robinem. Myślę, że oni nie zdają sobie sprawy z moich uczuć, ale sumienie powoli zaczyna. To całkowicie kłóciło się z etyką mojej pracy. Odkryłam, że podświadomie układam harmonogram sesji pod wspólne rozmowy z Cudownym Chłopcem. Czy powinnam się wycofać? Nie dostanę takiej drugiej okazji. Poza tym, naprawdę ich wszystkich pokochałam. I to miejsce, to miasto.
Z głębokich przemyśleń wyrwał mnie dźwięk przychodzącego połączenia wideo. Profesor.
- Dzień dobry, Panie Profesorze, słucham Pana.
- Witaj, Rachelo. Dostałem właśnie informacje o nowym narzędziu diagnostycznym, które zostało świeżo znormalizowane i ustandaryzowane dla grupy wiekowej Tytanów. Podręcznik i arkusz wysyłam drogą mailową incognito. Pamiętaj, że te kwestionariusze są tworzone przez naszych specjalistów specjalnie pod potrzeby i wymagania bohaterów. Nie możesz dopuścić do wycieku danych i spalenia testów.
- Oczywiście, tak jak zawsze... - nieświadomie przewróciłam oczami.
- Wiem, że ostatnio masz sporo pracy i męczę cię terminami przesyłania raportów. Może ty potrzebujesz rozmowy?
- Nie, Panie Profesorze, wszystko w porządku. Jaki obszar bada narzędzie? - musiałam odwrócić jego uwagę od jakichkolwiek podejrzeń. Może ja już dostawałam psychozy, bo wydawało mi się, że mnie przejrzał?
- Uhm, funkcjonowanie filtra uwagowego w sytuacji umiarkowanego lub znacznego ryzyka. Obszar poznawczy.
- Mhm, już tworzę bazę danych. Odebrałam dane. Kiedy mam przeprowadzić badanie?
- Teraz jest jeszcze za wcześnie. Pierwszy termin za 5 do 8 dni. Odpocznij trochę. Dzisiaj masz sesję?
- Tak, Robin zdecydował się przyjść osobiście.
- Świetnie. Powodzenia - z czym zakończył naszą rozmowę.
Czułam się jeszcze gorzej. Za kilkanaście minut mam go zobaczyć, a moją głowę wciąż dominuje fala bodźców z tamtego snu. Jak zachować się normalnie?
Wdech, wydech. Przepona. Jeszcze raz.
To nigdy nie działa. Profesor nie mógł domyślić się takiej szczegółowej rzeczy. Przecież nie posiadał zapisów z nagrań ani ja z nim nie rozmawiałam. Jestem ciekawa, czy Raven coś wyczuła.
Puk, puk.
- No proszę, proszę! - włączając ciepły uśmiech na twarzy odwróciłam się energicznie na krześle, by powitać Dicka.
- Cześć. O czym dzisiaj? - wciąż nieco przybity przywódca drużyny rozsiadł się na krześle. Nie chciałam zaczynać tematu zawiązku czy emocji, bo sama okropnie się czułam po swoim śnie.
- Slade. To znaczy, twój stosunek do niego jako arcywroga po tych wydarzeniach - niepewnie się wytłumaczyłam. Świetnie. Nie pójdzie na to tak szybko.
- Co? W tej sytuacji mamy rozmawiać o nim? A co ze Star? Drużyną?
- Ostatnio o tym mówiliśmy. Słyszałeś kiedyś o strefach buforowych w rozmowie? - mój ton stał się niebywale rozdrażniony i stanowczy, czego nie zamierzałam.
- Uh, dobra. Więc co chcesz wiedzieć?
- Śni ci się ostatnio? - wzięłam swój notatnik i uważnie przyglądałam się jego mimice.
- Cóż... Powiedzmy, że tak. Od kilku dni prześladuje mnie widok, w którym zakrada się do Wieży i krzywdzi bezbronną Kori - nastolatek spuścił ciężko głowę. Bardzo musiało go to męczyć. Mój biedny.
- Dobrze, martwisz się o nią. Ale wiesz, że jest w dobrych rękach i jej się poprawia? Zdolności poznawcze widzicie codziennie, bo zdecydowanie częściej już rozmawia i wraca do starego rytmu dnia. Mogę cię zapewnić, że emocjonalnie również jest lepiej.
- Tak, ale boję się, że coś jej zostanie. Od tygodnia nie latała i jest blada i... - Robinowi załamał się głos, a ja musiałam jakoś zareagować. Podeszłam i położyłam mu rękę na ramieniu.
- Hej, spokojnie. Odczuwa za mało radości, żeby się wzbić w górę, a bladość wynika ze zmniejszonego kontaktu ze słońcem. Sam mówiłeś, że dużo śpi i to w twoim łóżku, nie na dachu - ostatnie wypowiedziałam z lekką irytacją. Co się ze mną dzieje?
- Wiesz, Raven dużo z nią rozmawia - jak kazałaś. Mówi mi praktycznie to samo. Jestem trochę zmęczony tym lękiem o nich. Od paru lat noszę to wszystko i czasami marzę jedynie o chwili nieświadomości - poczułam, że otwiera się przede mną na dobre. Też chciałabym zrzucić z siebie ciężar zauroczenia nim.
- Czy Raven mówi coś jeszcze? - po raz kolejny tego dnia dosięgło mnie chore przekonanie, że ktoś się mógł domyślić.
- O Star?
- N-nie, ogólnie... - nagle zaczęło mi się robić słabo.
- Hej, dobrze się czujesz? Jesteś jakaś taka czerwona - lider powoli wstał i zaczął się do mnie zbliżać. Czy to ten sen staje się prawdą?
- Robin, czekaj... Nie możesz, to się nie może stać... - histerycznie podparłam się o ścianę, straciłam ostrość wzroku - Boże, nie mogę...
- w tle usłyszałam krzyk i silne ramiona ratujące mnie przed upadkiem, gdy świadomość ulotniła się w powietrzu niczym paradoks tej sytuacji.

****************************************
Trochę krótkie, ale intensywne Gwiazdka :D
No, najpierw zapomniałam w ogóle przeczytać, a potem ze trzy razy się zbierałam do pisania komentarza, ale również przeleciało przez ten dziurawy mózg xD Cóż... Już nadrabiam.
Oj, Rach, jakie sny Luzak Masz gdzieś wersję rozszerzoną? xD
Wiadomo, że bez Raven to tak słabo, no ale liczę na to, że w następnej części odpowiesz na moje pytanie, czyli "CZY RAVEN WIE O JEJ UCZUCIACH?"
I ta końcówka, hah. Biedna spanikowała przez Robina xD
Chyba nie muszę pisać, że liczę na szybką kontynuację Gwiazdka :D
Tydzień Robina i Starfire 2021

Dzień 1., "FLORAL ARRANGEMENTS" (11 lipca)


Gdy letnie słońce oblało swym blaskiem mętne ulice Jump City, jego mieszkańcy wiedzieli, że lada chwila natura pobudzi się do życia. Zielone tereny w przeciągu kilku tygodni ukwieciły się we wszystkich kolorach tęczy. Zapierający dech w piersiach widok, a także nuty zapachowe fascynowały nie tylko mieszkańców miasta i okolicznych wiosek.
Pewnego ciepłego ranka para Tytanów uważnie patrolowała miasto. Nieco zaspany Robin pozwolił swojej dziewczynie nieść się wysoko, wypatrując ewentualnych śladów zbrodni. Nagle Kori dostrzegła jedną z okazalszych łąk.
- Robin, co to za kolorowa potrawa? I nikt jej nie konsumuje? - niewinne pytania dziewczyny nieco wybiły lidera z zamyślenia.
- He...Co? Nie, Star, to nie jest...Aaaah! - nie dane było nastolatkowi dokończyć myśli, ponieważ kosmitka z prędkością światła sprowadziła ich na ziemię. Cudowny Chłopiec wylądował w stosie czerwonokrwistych maków.
- Ow... Rozumiem Twoje podekscytowanie, ale proszę następnym razem... Starfire, to są kwiaty, nie jemy ich! - nieco zaskoczony Robin podbiegł do dziewczyny i wyrwał jej z dłoni zielone łodygi.
- Nie? Więc, co się z nimi robi? - zdezorientowana Tamaranka niewinnie uniosła brwi, co chłopak uznał za urocze. Z pełnym opanowaniem ujął jej dłoń i poprowadził do najbliższego ściętego pnia, na którym usiedli.
- Niektóre z nich nazywamy ziołami, ponieważ mają właściwości lecznicze. O, na przykład rumianek, pokrzywa czy mniszek lekarski. Inne służą jako ozdoba lub...ehm...prezent.
- Prezent?
- Na Ziemi mamy mnóstwo tradycji, które zakładają komponowanie kwiatowych aranżacji na różne okazje. Florystki prowadzą własne sklepy, w których sprowadzają różne rodzaje kwiatów i tworzą z nich kompozycje. Można powiedzieć, że kwiaty pełnią w naszym społeczeństwie dość ważną rolę, wiesz? Mogą być wyrazem szacunku, kiedy wręczasz je komuś, kto właśnie odniósł jakiś sukces. Mogą służyć jako wyraz wdzięczności, kiedy dzieci przynoszą je nauczycielom. Mogą też wyrażać smutek i żałobę, kiedy tworzymy z nich wieńce pogrzebowe. W końcu... - tu Robin się zarumienił - mogą oznaczać miłość, lojalność i zaangażowanie... w związek.
- Och, Robin, to wspaniałe! Czy możemy zatem utworzyć te... kompozycje kwiatowe? - twarz dziewczyny rozpromieniła się gwałtownie.
- E... Jasne... - Robin zapomniał wspomnieć, która połówka zwykle obdarowuje drugą bukietami, lecz kosmitka już odleciała w poszukiwaniu najpiękniejszych okazów. Stwierdzając, że bez sensu byłoby wymienić się bukietami, lider postanowił upleść dla niej kwiecisty wianuszek. Tak, jak robił to niegdyś dla swojej mamy.
Około dwudziestu minut później Starfire wróciła trzymając coś za plecami. Jej chłopak również ukrył swoje dzieło.
- Ty pierwsza.
Starfire wyciągnęła nagle kompozycję związaną z kilku kaktusów i chwaścików oraz serdecznie uśmiechnęła się do swojego chłopaka. Robin przyjął swój prezent z miłością wymalowaną na twarzy.
- Star, ja Cię tak bardzo kocham... - lider przytulił swoją ukochaną ignorując łagodne kłucie kaktusów. Po chwili umieścił gruby i kolorowy wianuszek na jej głowie.
- Przepiękny! Dziękuję! - dziewczyna ścisnęła ich mocniej, co wywołało jęk bólu Robina, gdy kaktus jeszcze bardziej nacisnął na jego dłoń.
- Ty jesteś przepiękna - na tę uwagę kosmitka zarumieniła się nieśmiało.
- Robin, a skąd Ty umiesz takie rzeczy robić?
- Wiesz, gdy spędzasz dzieciństwo w biednym cyrku, to czasami jedynie kwiaty mogą być powodem do szczęścia. W wolne wieczory chodziłem z mamą na najbliższe skupiska roślin i uczyła mnie takich sztuczek. Przy okazji też o właściwościach leczniczych niektórych ziół.
- To dlatego zawsze unikasz tabletek Cyborga? - chłopiec pokiwał głową.
- Robin, uwielbiam te kompozycje kwiatowe. Możemy tu częściej przychodzić?
- Jak sobie życzysz, ale teraz już wracajmy na patrol.

Połączony z 2021-07-12, 22:12:13:
Dzień 2., "SHIMMER/SHINE" (12 lipca)

Weekendowy wypad nad jezioro nie rozpoczął się najlepiej. Raven jakimś cudem zasnęła na kocu, a Bestia celowo zwinął parasol - co poskutkowało poparzeniami u dziewczyny. W podzięce zielonek doznał paru bolesnych siniaków. Cyborg przez wielkość czasu męczył się z instalacją elektryczną, którą popsuła ostatnia nawałnica. Wynajęty drewniany domek spełniał jednak podstawowe potrzeby bez stałego przepływu elektryczności. Największe ognisko napięcia zrodziło się między Robinem i Starfire, po tym jak zgrabna i atrakcyjna blondynka imieniem Jamie natrętnie kręciła się wokół nich przy każdej okazji. Kori uznała, że z Dickiem znają się już wcześniej (czemu on stanowczo zaprzeczał).
Kruczowłosa Tytanka zauważyła swoją przyjaciółkę samotnie siedzącą na pomoście. Po postawie jej ciała, czyli zwinięciu kolan i ochronnym obejmowaniu się, empatka mogła wywnioskować, że kosmitka się już nie gniewa. Jej wiodącymi emocjami był żal, smutek i rozczarowanie.
- Zamierzasz tak przesiedzieć cały weekend? - szepnęła przysiadając się.
- Nie mam powodu i energii do szczęścia - odpowiedziała grubym i przygnębionym głosem.
- Na jakiej podstawie posądzasz go o zdradę? Ile razy czepiały się go jakieś idiotki? Wasze emocje na pewno nie pomagają wam i nam. Twoje postępowanie jest nielogiczne - Raven rzeczowo próbowała odnaleźć zdrowy rozsądek zielonookiej.
- Jeszcze go bronisz?! A skąd mam wiedzieć, że sama go nie kryjesz z tymi wszystkimi dziewczynami! Może jest ze mną z łaski, a na boku prowadzą się z Ziemiankami! Niech mi to powie!
- Kori... Opanuj emo...
- I jeszcze jestem niezrównoważona! Najpierw czekałam tak długo na niego, a teraz on zabawia się moim sercem... - w mgnieniu oka dziewczyna zaczęła rozpaczliwie płakać.

Robin z wielką ostrożnością zwinął swoją pościel i przerzucił przez ramię. Zza drzwi do pokoju zajrzał nieśmiało Cyborg.
- Stary, co Ty wyrabiasz? - zaskoczony robot położył dłoń na ramieniu swojego przyjaciela.
- Tak będzie najlepiej. Ona nie wróci tutaj, dopóki się nie wyniosę. Prześpię się na kanapie na parterze - odparł spokojnie Robin.
- Ale na poważnie, czy tamta coś z Tobą...
- Cyborg! Kocham Star i mam dość tego absurdu! Już wystarczy, że ona mi nie wierzy! - lider wyminął Victora i skierował się ku wyjściu, lecz gwałtownie zderzył się ze swoją rozzłoszczoną dziewczyną i oboje upadli na podłogę.
- Raven, nie będę z nim rozmawiać! - warknęła do Azarathki odrzucając pomocną dłoń Robina i wstając samodzielnie.
- Będziecie tu rozmawiać do skutku. Dopilnuję tego. Idziemy, Cyborg - równie wściekła Raven wyprowadziła zdezorientowanego robota za ucho i przy pomocy swojej mocy uszczelniła drzwi.
W pokoju zapadła grobowa cisza. Robin podszedł do siedzącej na łóżku Tamaranki i ukląkł przed nią na kolanie.
- Star, spójrz na mnie... - z widoczną niechęcią dziewczyna odwróciła się do swojego chłopaka - Słuchaj, jesteś dla mnie wszystkim. Nigdy nie zdradziłbym Cię z pierwszą lepszą blondynką. W ogóle bym Cię nie zdradził, bo jesteś moja i jedyna. Zależy mi na Tobie i nie potrafię się z Tobą kłócić. Pójdę spać na dół, dam Ci czas, ale Star, proszę nie psujmy tego, co wypracowaliśmy przez te trzy lata - pojedyncza łza spłynęła po policzku Robina, na co Kori zareagowała natychmiastowo.
- Robin, Ty płaczesz? Proszę, przestań... - kosmitka zsunęła się na podłogę i objęła nastolatka swoimi chudymi ramionami - naprawdę mówisz prawdę? Nie kochasz jej?
- Kocham tylko Ciebie - na znak swojego zaangażowania Dick pogłaskał szczególnie wrażliwe miejsce za uchem swojej dziewczyny.

Tymczasem Raven i Cyborg siedzieli cicho na drewnianych schodach obok drzwi godzącej się pary.
- Myślisz, że dojdą do zgody? - zapytał nerwowo Cyborg.
- Nie mają innej możliwości - odparła ze spokojem empatka - będą tam siedzieć tak długo, aż w końcu zrozumieją. W przeciwnym wypadku nie wytrzymam tych wahań nastroju.
- Racja... A tak w ogóle... Widziałaś gdzieś Bestię? - w odpowiedzi robot otrzymał jedynie podstępny uśmieszek przyjaciółki.

Robin i Starfire podzielili namiętny pocałunek w swoich objęciach. W pewnym momencie zakochani stracili równowagę i upadli na łóżko chichocząc. Nagle, stara szafa zaczęła się gwałtownie trząść, co przykuło uwagę młodych ludzi.
- Robin...? - Kori z zaniepokojeniem schowała się za ramieniem lidera.
Drzwi roztańczonej szafy rozwarły się i na podłogę wyleciał posypany kolorowym brokatem i związany sznurami a'la Czerwony X Bestia.

Połączony z 2021-07-15, 01:12:21:
Dzień 4., "SURVIVORS" (14 lipca)

Upadek. Upadek był najgorszym koszmarem, który prześladował Dicka już od dzieciństwa. Upadek osób, które kochał. Upadek najczęściej wiązał się z jego bezradnością wobec migoczącego rozwoju wydarzeń. Tak jak kilkanaście lat temu zmuszony został do bezradnego oglądania upadku swoich rodziców. Upadek to śmierć. Teraz osoba, której ufał, narażał życie, dał ciepły kąt, posłała jego miłość do zimnego oceanu poprzez upadek z urwiska. Czyżby? To Starfire poświęciła się przyjmując na siebie uderzenie głazu. Czy Terra przewidziała jej reakcję? Co mógł zrobić?
Te myśli przenikały przez umysł Robina, gdy desperacko pospieszył na ratunek kosmitce. Nie mógł mieć pewności, czy będzie w stanie ją ocalić i to mroziło jego serce w najsilniejszym stopniu. Wreszcie poczuł wilgoć wody oceanicznej w swoich butach.
- Starfire! Gdzie jesteś?! Daj mi jakiś znak! -
Dick starał się jak najwierniej odtworzyć moment upadku, by zlokalizować ewentualnie ciało swojej najlepszej przyjaciółki. Po kilku minutach ciśnienie zaczęło powodować u niego zawroty głowy i z niechęcią przysiadł na mokrym piasku. Okazało się to dobrą decyzją, ponieważ niemal natychmiast ujrzał słabą postać czołgającą się w wodzie.
- Jasna chol... Kori! - czarnowłosy podbiegł do bladej i poobijanej Tytanki w mgnieniu oka, a następnie wsparł ją swoimi ramionami, gdy otaczały ich porywiste fale - Hej, co Cię boli? Czujesz wszystkie części ciała?
- T-tak... To tylko rany i zwichnięcia... Robin, zimno mi.. - jej głos był zachrypnięty i słaby, co rozzłościło Robina.
- Czyli kręgosłup i głowa w porządku? Muszę zapytać, bo chcę Cię podnieść i zanieść w cieplejsze miejsce.
- W porządku... Możesz to z-zrobić.. - Starfire wydawała się coraz bardziej senna.
Robin delikatnie podniósł ją w ślubnym stylu i zaniósł do najbliższej jaskini. Nie było gwarancji, że pojawienie się w Wieży nie sprawdzi powtórnie Terry, z którą walka oznaczałaby pewną porażkę. Na szczęście zanim woda wydrążyła tę część skał, rosły tam drzewa. Robin zauważył kilka starych konarów, które wystawały z gruntu. W krótkim czasie udało mu się rozpalić duże ognisko - pomocne w ogrzaniu Tamaranki. Dla szybszego efektu Dick zarzucił na dziewczynę swoją pelerynę odkrywając własne rany.
- Och, Robin... To też nie wygląda najlepiej... - Star niemal natychmiast skierowała wzrok na ramiona chłopaka.
- Nie martw się o to. Odpoczywaj.
- A-ale co z innymi? Co teraz zrobimy? - z nutą paniki w głosie Tytanka złapała się za głowę i skuliła. Wtedy właśnie poczuła na sobie ochronne ramiona swojego lidera i najlepszego przyjaciela. Tego, który uratował ją wiele razy. Czy było to niewinne potknięcie językowe i nieporozumienie kulturowe, czy śmiercionośna szkoła Modnisia, Robin zawsze był przy niej i dla niej. Od pierwszego dnia, w którym się poznali. Starfire z wdzięcznością przyjęła uścisk i rozluźniła się.
- Dziękuję, że tu jesteś, Robin.
- Jestem tu dzięki Twojemu poświęceniu, Star - ich twarze pozostawały w dość bliskiej odległości, gdy cieszyli się swoim widokiem.
- Ale powinniśmy też zająć się Twoimi ranami...
- Star, przetrwaliśmy. To się teraz liczy. Myślałem, że Ty... - tu głos mu się załamał - To jest najważniejsze - żyjemy. A dopóki żyjemy i jesteśmy razem - przetrwamy.

Połączony z 2021-07-16, 23:05:36:
Dzień 5., "HOME" (15 lipca)

Jedenaście miesięcy temu Bruce uległ
ontuzji i zostałem zmuszony do powrotu. Z trudem opuściłem czasowo mój wspaniały zespół i najlepszych przyjaciół. O dziwo, Gotham było dość spokojne po ostatniej wielkiej bitwie i całe szczęście, bo kostium Batmana to zdecydowanie nie moja bajka. Wspólnie ustaliliśmy, że Dick Grayson oficjalnie nie powrócił do miasta.
Codziennie kontaktowałem się z Tytanami. Najpierw na oficjalnej transmisji, a później prywatnie tylko z nią. Wiedziałem, że jest jej ciężko. Na moje nieszczęście Bestia zdążył nawciskać wszystkim ulicznych legend o Jokerze, Strachu na Wróble i innych niesławach Gotham.
- Robin, tęsknię za tobą... Wróć już do domu, proszę... - pojedyncza łza spłynęła z jej policzka, gdy rozmawialiśmy blisko północy.
- Wiesz, jak bardzo bym chciał. Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Widzę, jakie to dla Ciebie trudne. Wiesz, że dla mnie też... - spuściłem głowę w geście bezradności.
Wayne Manor określałem jako swój dom dawno temu. Teraz czułem się tutaj nieco obco. Co prawda, Bruce i Alfred starali się, aby było mi tu dobrze (Alfred nawet to okazywał), lecz oboje wiedzieli, że emocjonalna cząstka, sedno Richarda zostało w Jump City. Nie nauczono mnie tętnić uczuciami, więc zdecydowanie inaczej przeżywałem rozłąkę niż Starfire. W gorszych chwilach miała nawet wątpliwości, czy cokolwiek przeżywam. Różniliśmy się pod tyloma względami, jednak to kochałem w niej najbardziej. Była i będzie moim dopełnieniem. Kiedy dochodzi do rozerwania
tego połączenia, żadne z nas nie może osiągnąć pełnego zadowolenia. To tak,jakby wyjechać z domu w zupełnie obcy kraj. Obracać się wśród odmienności. Utracić fundament. Cyborg powiedział mi wczoraj, że od dwóch dni na misjach nie lata. Cały czas powtarza, że jej czegoś brakuje i czuje się obco we własnym łóżku. Skąd ja to znam... Ona przynajmniej miała naszych przyjaciół, by choć częściowo zrekompensować tęsknotę. Dom jest tam, gdzie jest miłość. Domem można nazwać miejsce, które należy do nas i najcenniejszych nam osób. Nie musi posiadać cegieł, mebli z Norwegii czy ciepłego kominka. Domem można nazwać każde miejsce we wszechświecie, w którym czujesz się kochany. Kiedyś moim domem był cyrk, później ta wielka willa, a teraz... A teraz zdaję sobie sprawę, że to nie te ściany dawały mi poczucie ciepła, bezpieczeństwa i bycia potrzebnym. To w ogromnej mierze zasługa osób, które się w tych ścianach znajdowały.
- Kori, wiem, że za trzy dni nasza rocznica. Nie zapomniałem - dziewczyna w trakcie moich przemyśleń zdążyła opaść na kanapę i wtulić się jak dziecko w poduszkę. Urocze.
- Tak? Czy będziesz mógł wtedy porozmawiać ze mną dłużej niż pół godziny? - Nie - nagłe podniecenie wyparowało z niej i opadła z powrotem na poduszkę - ...Będę Cię trzymał w ramionach przez cały dzień - podniosłem ukrytą dotychczas walizkę do kamery. Starfire nieoczekiwanie wystartowała do góry - jak się mogło wydawać - bez jakiejkolwiek kontroli. Po chwili straciłem ją z pola widzenia i usłyszałem brzydki dźwięk uderzenia.
- Star?! Co tam się stało?!
- N-nic.. po prostu uruchomiła się we mnie nieobecna od kilku dni energia i spowodowało to przeciążenie - lekko poobijana twarz Kori zapełniła ekran.
- Wiesz, będę Cię trzymał w ramionach niezależnie od okoliczności, ale wolałbym to robić na diabelskim młynie podczas randki, a nie w sali medycznej. Uważaj - posłałem jej ciepły uśmiech.
- Och, X'hal w końcu wracasz! Co mam przygotować na Twój powrót? Może ugotuję qurtnor? A-albo wyrecytuję 70 tomów Bahiqolorna? To nasz najsłynniejszy pisarz tematyki miłosnej! A może...
- Star? Po prostu... Bądź tam. Chcę wrócić już do domu - z tęsknym westchnieniem objąłem tę część monitora, na którym znajdował się jej policzek.

Połączony z 2021-07-17, 02:24:28:
Dzień 6., "FORMAL NIGHT" (16 lipca)

- Kori, burmistrz jak co roku organizuje ten bal dla przedstawicieli wszystkich służb publicznych, a ja od 15 lat jestem komendantem policji. Musimy tam iść i zostało nam 40 minut. No, chodź... Wyglądasz pięknie - Dick sięgnął dłonią do ramienia swojej żony, która nałożyła prostą, lecz niezwykle elegancką suknię. Idealne proporcje kobiety sprawiały, że nie potrzebowała ona wymyślnych wzorów. Sukienka nie miała rękawów, lecz delikatny dekolt. Talia była ściśle dopasowana, a tuż nad kolanami znajdowało się delikatne wcięcie zakończone swobodnie opadającymi falbanami. Z tyłu sięgały one niemal do ziemi, ale przednia część - dzięki wycięciu - ukazywała zgrabne i długie nogi. Kreacja miała kolor ciemnej zieleni. Kori zdecydowała się założyć cenny komplet biżuterii, który dostała od męża na ostatnie urodziny. Składał się on z ciężkiej kolii zielonego bursztynu, który w połączeniu ze złotem dookoła zakrywał większość mostka kobiety. Do tego doszły też zwisające kolczyki i pierścionek. Kori miała również włosy upięte w gruby kok, a jedynie dwa pasemka zwisały przed jej uszami. Dla Dicka wyglądała obłędnie. Zresztą jak co roku - przyciągała największą uwagę gazet i gości. Tego najbardziej nie lubiła.
- Ukochany, wiesz, jak bardzo nie lubię tych głośnych ludzi i świateł. Oślepiają mnie i wracają wspomnienia...
- Wiem, skup się wtedy na mnie, ok? Patrz mi w oczy. Damy radę i wiesz... Zatańczę.
- Słucham? Ty?
- Tak. Załatwiłem z DJ'em Twoją piosenkę. Będą grać "Felicita" - mężczyzna uśmiechnął się na widok szczęścia na twarzy Kori - a teraz naprawdę sprawdź, czy jesteś już gotowa i nie marudź mi tu. Wyglądasz dokładnie jak nasza szesnastoletnia córka, gdy nie chce iść do szkoły w poniedziałek.
- Nauczyłeś się włoskiego, by zaśpiewać mi tę piosenkę i żebym mogła Cię pocałować, aby śpiewać ją z Tobą - mruknęła rozmarzona Kori, gdy podniosła się z łóżka i wraz z mężem objęli się ramionami, by zaśpiewać:

"Senti nell'aria c'e' gia'
Un raggio di sole piu caldo che va
Come un sorriso che sa
Di felicita
Senti nell'aria c'e' gia'
La nostra canzone d'amore che va
Come un pensiero che sa
Di felicita..."


Para stykała się czołami nucąc słowa swojej piosenki. Richard spojrzał na zegarek i pocałował ją w czoło, by powrócić do rzeczywistości.
- Idziemy.
***
Gdy tylko Graysonowie zaparkowali przed luksusową restauracją - największą i zarazem najdroższą w całym mieście, ich samochód dopadła chmara dziennikarzy. Kori z niepokojem naciągnęła na siebie bolerko, by zakryć ramiona i plecy.
- Z dumą, Pani Grayson. Jestem tuż przy Tobie. - mężczyzna widząc obawę u żony spojrzał jej w oczy ze swoim uspokajającym uśmiechem, a następnie wyszedł, by otworzyć jej drzwi.
- Zawsze byłeś... - szepnęła sama do siebie kobieta, gdy wszystkie najpiękniejsze wspomnienia uderzyły ją w jednej chwili. Richard przedarł się przez tłum ludzi i uchylił delikatnie drzwi samochodu, a następnie wyciągnął rękę swojej żonie. Kori z wdzięcznością przyjęła jego ofertę i zmierzyła się ze swoim lękiem. Początkowo jej ciało zesztywniało na widok tylu fleszy, jednak jej mężczyzna pewnie wziął ją pod ramię i delikatnie poprowadził w stronę wejścia. Gdy weszli do sali bankietowej, szok przepłynął po ich twarzach na widok przepychu.
- No, w tym roku zaszalał - skomentował na poczekaniu Dick. Zaraz potem wysoki mężczyzna w garniturze zaprowadził ich do przypisanych miejsc. Małżeństwo zasiadło tuż koło najwyższego włodarza. Fakt ten nie umknął dziennikarzom i innym gościom.
- O, inspektorze Grayson, jak miło Was widzieć! - nieco starszy już burmistrz powrócił na miejsce bez towarzystwa swojej trzeciej żony - to wspaniałe, że możemy po raz kolejny uczcić dobre imię naszego miasta i jego najszlachetniejszych ludzi. Pamiętam, gdy spotykaliśmy się tutaj zanim przeszedłeś do służby cywilnej. Hoho, to były czasy. Ale teraz są jeszcze lepsze. Nasze miasto rozwija się dynamicznie i jestem spokojny, że nasze bezpieczeństwo jest w dobrych rękach! To prawie pewne, że zostaję na kolejną kadencję, a więc i współpraca między nami będzie kontynuowana - z tymi słowami uścisnął dłoń Richarda oraz pocałował dłoń Kori.
- Panie burmistrzu, to dla nas ogromny zaszczyt być tutaj - odparł dyplomatycznie Dick. Kori delikatnie skinęła głową z uśmiechem, by wzmocnić przekaz.
- Miło to słyszeć, bawcie się dobrze. Pójdę zaraz wygłosić kilka podniosłych słów, żeby te hieny miały o czym pisać, a później będziemy mieli spokój - puszczając im oczko burmistrz skierował się w stronę sceny.
- Widzisz, on też ich nie lubi - zaśmiał się cicho Dick.
Graysonowie nie słuchali z dokładnością przemowy burmistrza, wysyłali delikatne uśmiechy w stronę prasy i modlili się o koniec części oficjalnej wieczoru. Kątem oka Richard zauważył obecną partnerkę włodarza, która wybrała zdecydowanie niedopasowaną na tę uroczystość kreację i bez wahania obejmowała dużo młodszego mężczyznę gdzieś w rogu sali. W tym momencie spojrzał też na swoją piękną żonę, u boku której spędził już w szczęśliwym małżeństwie 20 lat. Kobieta siedziała z gracją trzymając jego dłoń. Dick nie miał pojęcia, czym zasłużył sobie na jej obecność. Ciesząc się chwilą, ścisnął ją trochę mocniej, a ona odpowiedziała unoszeniem kącików ust.
Reszta uroczystości przebiegała już w mniej napiętej i sztucznej atmosferze. Przedstawiciele prasy zostali wyproszeni, a światła przygasły. Zespół przygrywał odpowiednie piosenki, podczas gdy goście bawili się i degustowali poczęstunek. Zbliżała się już godzina 23, kiedy Richard ziewnął po raz pierwszy.
- Kochany, przyniosłam dla Ciebie kawę, bo nie możesz już chyba wytrzymać - czerwonowłosa wręczyła mężowi kubek ciepłej espresso i usiadła przy nim.
- Dzięki. Lata już nie te, jak widać. Kiedyś mogliśmy przesiedzieć na dachu niemal całą noc i wstać na trening o siódmej - zachichotał popijając pobudzające antidotum.
- Mhm... Albo jak Mar'i była niemowlakiem, a kochający tatuś nie spał, bo chciał zapewnić jej maksimum uwagi - dodała w podobnym tonie Kori.
- A pierwsze noce po ślubie? W ogóle nie brało nas na sen - Richard kontynuował płynące wspomnienia.
- Tak samo jak zaraz po Tokio. Definicja spania nie istniała prawie w ogóle - westchnęła ze smutkiem.
- Wszystko w porządku, kochanie? - Dick objął ją pocieszająco ramieniem.
- Richard... Ja boję się.
- Czego się boisz? Jesteśmy w tym razem.
- Tego - kobieta dyskretnie wskazała na klejącą się parę burmistrza z partnerką.
- Chyba nie mówisz poważnie, Kor.
- Bardzo poważnie. Nie jestem ślepa, Dick. I Ty też nie. Moje ciało się zmienia, sposób przeżywania emocji, reakcje... Tak jak my się zmieniliśmy. Pamiętasz tę namiętność, rozpalone uczucia? Mar'i dorasta, ma już chłopaka. Jest w tym samym wieku, co my, kiedy się poznaliśmy. Czas idzie do przodu, kochany. Boję się, że ja... Moje zmiany przyczynią się... - księżniczka zamknęła oczy, by nie uszkodzić makijażu łzami.
- Kori, daj spokój, naprawdę. Czy myślisz, że byłbym w stanie Cię zostawić dla innej? Słuchaj. Oboje się zmieniamy, tak samo jest z naszą miłością. Taka jest kolej życia. Owszem, nie jesteśmy już słodką parą zauroczonych w sobie idiotów ani rozpalonych namiętnością młodziaków. Myślę, że jesteśmy czymś więcej. Widzisz, przez te lata wypracowaliśmy więź, która nie potrzebuje już namiętności do rozwoju, więź ta zawiera w sobie cechy miłości dojrzałej - zaangażowanie, lojalność, braterstwo dusz. Z miłością jak z winem, im starsza tym lepsza. Uważam, że wszystko w Tobie jest najlepszym, co mogło mnie spotkać i kocham Cię tak mocno, jak zawsze.
- Richard... - Kori mocno przytuliła miłość swojego życia i dyskretnie wymieniła z nim pocałunek. W tym samym czasie usłyszeli znajomą melodię.
- Pani Grayson, czy pozwoli się Pani poprowadzić w tańcu? - Dick wyciągnął dłoń do żony.
- Oczywiście, Inspektorze Grayson - kobieta z uśmiechem pozwoliła się poprowadzić na parkiet. Małżeństwo objęło się i przy przygaszonych światłach kołysało do rytmu piosenki, nucąc jej piękne słowa ze zrozumieniem.
Czas płynie do przodu, role się zmieniają, miłość ewoluuje. Czas przenieść przeszłość do sfery wspomnień i docenić piękno okresu, który stoi przed nim i Kori.

"Senti nell'aria c'e' gia'
La nostra canzone d'amore che va
Come un pensiero che sa
Di felicita"


(Wykorzystałam fragment piosenki
Al Bano & Romina Power "Felicita" z 1982 r.)

Połączony z 2021-07-17, 23:57:08:
Dzień 7., "TOGETHER" (17 lipca)

Ziemię spowiła gorąca niczym piekło poświata. Miliony ludzi po prostu zastygły bez świadomości nadejścia końca. Większość budynków i kluczowych dla cywilizacji ośrodków kultury zostało doszczętnie zniszczonych. Temperatura powietrza wzrosła do blisko czterdziestu stopni, a niebo przykryły chmary dymu. Trigon triumfował. Przepowiednia końca wszystkiego właśnie zbierała swoje żniwo.
Robin był całkowicie bezsilny wobec zaistniałej sytuacji. Mimo to, za pierwszy obowiązek postawił sobie bycie filarem dla swojej drużyny, przyjaciół, rodziny i ... swojej dziewczyny.
- Słuchajcie, teraz albo nigdy. Nie mamy innego wyjścia. Energia Raven słabnie, musimy uderzyć - zarządził kończąc swoją przemowę niczym tekst pożegnalny. Młodzi bohaterowie mieli pełną świadomość, że tak naprawdę piszą się na pełne samobójstwo. Pytanie, co zrobić zamiast tego? Odejść w inny sposób, uciec jak ostatni tchórze? To na pewno nie było w stylu Młodych Tytanów.
- Za... Dwie godziny początek operacji Omega. Widzimy się tutaj - Robin spuścił bezradnie głowę i zszedł z olbrzymiego głazu. Pozostali zrozumieli, że w istocie jest to czas na pożegnanie. Cyborg i Bestia zauważyli, że powinni dać parze chwilę prywatności, dlatego szybko się oddalili.
Starfire, która miewała bóle serca od fali załamania i stresu traumatycznego, przysiadła na pobliskim głazie i skuliła się. Po chwili poczuła silne ramiona, które ją objęły. Kontakt z nim zawsze dostarczał źródła pocieszenia, jednak mógł być to ostatni raz.
- Robin... Ja nie chcę... Wszystko już tak dobrze się układało...
- Wiem, ja też nie. Kocham Cię.
- Robin, każda chwila spędzona z Tobą była niczym woda na moją spragnioną od traum duszę - dziewczyna zaczęła niekontrolowanie łkać -... I dziękuję X'hal, że Cię spotkałam... Ż-że byłeś dla mnie wsparciem w asymilacji z tą kulturą...nie odrzuciłeś mnie.. nie wyśmiałeś... Zaopiekowałeś się mną... Wyleczyłeś i dałeś nowe życie... - księżniczka ścisnęła go w rozpaczliwym pragnieniu dotyku. W tej chwili obejmowali się zarówno rękami jak i nogami. Robin zdjął swoją maskę i wpatrywał się w zmęczone szmaragdy Starfire.
- To Ty mnie wyleczyłaś. Pokazałaś mi, że praca to nie wszystko. I nie muszę być idealny, by zasłużyć na Twoją miłość. Star, nawet nie myśl, że nie czuję tego samego bólu. Właściwie... Miałem to zrobić później, ale ... Może być tak, że nie będę mieć okazji. Koriand'r, chcę spędzić resztę mojego życia u Twojego boku ... Chciałem zabrać Cię przed ołtarz... Mieć dzieci ... Być najbardziej imprezową parą seniorów w klubie... Kocham Cię - lider wyjął z kieszeni delikatny pierścionek - Należał do Mamy. Proszę, przyjmij go.
- Och, Robin... Oczywiście... - całkowicie wzruszona dziewczyna pozwoliła swojemu chłopakowi nałożyć pierścień na palec. Natychmiast podnieśli się i wbiegli do ruin najbliższego budynku. Wymienili tam namiętny pocałunek, a desperackie uczucia całkowicie wzięły górę.
***
Gdy Star jako pierwsza się przebudziła, zauważyła zbliżających się Tytanów. Delikatnie i ze łzami w oczach poklepała swoją miłość po klatce piersiowej.
- Robin... Już czas.
- Do końca miałem nadzieję, że to jedynie koszmar i obudzę się z Tobą na naszej kanapie... - mruknął do niej z przygnębieniem. Ona ze smutnym uśmiechem pogłaskała jego włosy.
***
Omega poległa szybko w gruzach. Trygon całkowicie wchłonął energię życiową Raven i nie było mu mocnych. Pierwszą ofiarą zła wszechświata stała się jedyna córka. Sam jednak do Tytanów nie wyszedł, jego demoniczna armia praktycznie rzucała ich na kolana.
Star usiłowała utworzyć barierę ochronną ze wszystkich stron trzymając rannego Robina za swoimi krwawiącymi plecami. Demon znudził się jednak zabawą i pstryknął na swoje sługi palcami.
- Kończycie to w tej chwili. Trygon jest senny.
Niespodziewanie Tamaranka poczuła ogromny ból z dołu i spostrzegła, że śmiercionośna zjawa przedarła się do nich pod ziemią. Z wielką skutecznością kaleczyła jej młode ciało, aż bariera energii zniknęła i więcej ostrych sierpów trafiało ją i Robina.
Para upadła bezsilnie na ziemię, a Trygon wyśmiewał koniec tej planety.
- Robin, już prawie nie czuję bólu.
- Gdziekolwiek to się skończy, gdziekolwiek się obudzimy - razem, Księżniczko - z tym ostatnimi siłami dotknęli swoich ust i zamarli.



_________________
Koniec wypocin na ten Week. No, dostrzelę jeszcze SNOWFALL, bo miał być rysunek, ale jednak nie.
Starałam się, by było różnorodnie - od puchu, po konflikt, tęsknotę, dojrzałą miłość, poświęcenie aż do wspólnego końca.
Zobaczę co z tym śniegiem, ale mam wyjątkowe opory do tego.
Tyle dobrze, że przez ten tydzień powstało tyle zagranicznego złota, że można kopalnię otwierać ❤️
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2021-07-17, 23:57
Przejdź do forum: