Zobacz temat
 
Wypociny Racheli
Postanowiłam coś napisać jednak. Długo nie pisałam, pomidory proszę zachować na kwarantannę.

Tytuł: Birthday.
Postaci: [Robin, Starfire], Raven, Beast Boy, Cyborg.
Epizodycznie: Mary Grayson, John Grayson.
Motywy: Dramat/Rodzina/Romans.
Słowa: 1063.
Rozdziały: Oneshot.
Autor: Rachela.
Inspirowane komiksem Teen Titans Go! #47 (2007)

Wschód słońca ciepło przywitał Jump City pierwszego dnia kalendarzowej wiosny.
Majestatyczna Wieża Tytanów pokrywała najwyższe budynki ochronnym cieniem, odzwierciedlając niezastąpioną rolę, jaką pełnili młodzi bohaterowie.

Robin wstał tego dnia wyjątkowo wcześnie. Poranne czynności, prawie jak co roku w tym dniu, sprawiały mu niemałą trudność, a brak koncentracji wzbudzał frustrację. Dick nie chciał, by jego drużyna widziała słabość, której mimowolnie się poddaje. Jedynym i słusznym sposobem na to było symulowanie dolegliwości somatycznych. Przecież każdy może się źle poczuć, prawda?

Różnorakie scenariusze krążyły w głowie bohatera. Dzień urodzin, urodzin Richarda Dicka Graysona. Małego, wystarszonego i pogrążonego w niespokojnych i mrocznych myślach dziecka. Na sam dźwięk odtwarzanego w pamięci własnego imienia, przywoływał obraz Mary i Johna Graysonów. Za każdym razem widział ich nieruchomo leżące ciała. Zerwaną linę. Panikujących ludzi. I morderczy uśmiech Zucco.

Te wspomnienia zapędzały jego świadomość w mentalną czarną dziurę. W głębi serca nigdy nie pokonał chęci odwetu na zabójcach, lecz z biegiem lat uświadomił sobie, że wszystko to nie zdarzyło się, aby zniżał się do ich poziomu okrucieństwa. Mimo, że pierwotne instynkty bardzo tego pragnęły.

Ta osobista tragedia zaostrzała troskę o przyjaciół w teraźniejszości. Oni nie byli tylko przyjaciółmi, byli jego rodziną. Cyborg, zupełnie jak starszy brat, zawsze potrafił mu wprost zakomunikować, że wybrany kierunek czy decyzja nie są najlepsze. Chociaż nikt o tym nie wiedział, kilka razy w miesiącu urządzali sobie razem KitchenMasterCourse, podczas którego Cy dzielił się z nim najlepszymi przepisami na krewetki i stek oraz pizzę.

Raven była dla Robina jak dobra siostra, której mógł się zwierzyć i która wielokrotnie radziła w przeróżnych sprawach. Jej kojący racjonalizm studził szalejące w głowie bohatera obsesje. Choć trudno w to uwierzyć, Boy Wonder był jedyną osobą, z którą kruczowłosa nawiązała relację duchową - wyjątkową więź łączącą ich umysły.

Bestią trzeba się było zająć. W rodzinie odgrywał rolę najmłodszego brata, któremu pozwalano dłużej zostać w łóżku, czasami nabroić czy wypalić głupstwo. Robin zdawał sobie sprawę z tego, że zielony patrzy na niego jak na wzór do naśladowania.

Starfire i jej miejsce było w tym wszystkim nieostre. Gdy drużyna budowała swoje fundamenty, traktował Star jak malutką siostrę, której cierpliwie wyjaśniał najbardziej oczywiste zasady życia na Ziemi. Uwielbiał jej krystaliczną niewinność i chęć poznania wszystkiego, co ziemskie. Mając jednak na uwadze, ile zła czai się w ludziach, za wszelką cenę pragnął ją chronić i nie dopuścić, aby spojrzała na świat jego oczami. W pewnym momencie odkrył, że role się zmieniły i teraz to Starfire jest tą odskocznią oraz uczy go, jak nie zwariować.

"Mamo, tato, pokochalibyście ich, tak samo jak ja". Nastolatek w otępieniu wpatrywał się w plakat o nazwie Flying Graysons, gdy usłyszał energicznie pukanie do drzwi.

- Koleś, śniadanie już czeka. Zaspałeś? - Beast Boy zamruczał sennie jeszcze kilka nielogicznych zdań, po czym Robin sprzedał mu kłamstwo o bólu mięśni. Bohater opadł ciężko na łóżko. Łzy same cisnęły się do zamaskowanych oczu. Nastała zupełna cisza. A w głowie milion pytań: czy dam sobie radę? Jak poskromić ból? Co zrobić, by zabić słabego Richarda Graysona w sobie? Jak przestać nienawidzić swojego odbicia w lustrze?

Zdjął maskę, czarne włosy opadły na wszystkie strony, błękit tęczówek odbijał miniaturowe promienie słońca zza firan. Niespodziewanie, uderzył się brutalnie w policzek. Ku swojemu zaskoczeniu, spodobał mu się ten ból. Musi ukarać Dicka Graysona. Za co? Za łzy, słabość, za to, że wiele razy bezpieczeństwo jego rodziny wymknęło mu się spod kontroli. Od uderzeń otwartą dłonią przeszedł do demolowania swojego pokoju. Zbił wazon z kwiatami, które wszyscy dostali na uroczystej gali burmistrza Jump City. Dłonie Robina spowiła krwistoczerwona barwa, a kawałki szkła tkwiły w różnych miejscach. Nie zważając na ten stan, lider oddał kontrolę niepohamowanej furii i niszczył wszystko, co wpadło w jego pole widzenia. Opanowanie agresywnego dyszenia sprawił dopiero melancholijny głos dobiegający zza drzwi.

- Czy masz zamiar nam się dzisiaj pokazać?- on wiedział, że Raven doskonale czuje jego furię i nie złapie się na historię o bólu.

- Nie jestem jeszcze gotowy... - odsapnął niedbale, a ona postanowiła to uszanować i się oddalić.

Osiągnął epicentrum żalu. Tak bardzo chciał być teraz z nimi. Poczuć ramiona Starfire wokół swoich, usłyszeć zaczepki groszka i Raven, poczuć zapach jedzenia i podekscytowanie Cyborga w kuchni. Jednak te negatywne demony rzuciły go na kolana, a ból w klatce piersiowej wydobył świeży szloch. Tak. Puścił rozmaite emocje. Krzyczał, płakał, walił obolałymi pięściami w podłogę. Nagle poczuł delikatne ramiona podnoszące jego wyczerpane ciało. Potem było już tylko ciepło uścisku, kojące kołysanie i relaksujące szepty do ucha, które pozwoliły Robinowi zapaść w regenerujący sen.



Otwierając powoli oczy spostrzegł, że jego dłonie są uleczone, a on sam leży na okrągłym, różowym łóżku. Chociaż serce bolało nadal, bo w końcu ten przeklęty dzień nadal trwał, Robin postanowił wymknąć się na dach, by obejrzeć zachód słońca. Zupełnie nie zauważył przy tym małej karteczki ("Czekamy na dachu, wiem, że przyjdziesz podziwiać zachodzące słońce. Gwiazdka ☆"Bestia ;) leżącej na skraju łóżka.



Po otworzeniu drzwi prowadzących na dach, Robin zaniemówił. Na środku stał duży stół z kilkunastoma potrawami i potężnym tortem, a cały dach pokrywały balony i szaprane przez delikatny wiatr serpentyny. Z boku przygotowane zostało pudełko z fajerwerkami.

- Naprawdę myślałeś, że zapomnieliśmy? - zza pleców lidera wyszła uśmiechnięta Starfire, a tuż za nią reszta rodziny.

- Ja... ja... nie wiem, co powiedzieć. - guz utknął mu w gardle, a pojedyncza łza radości została wytarta przez delikatny palec kosmitki. Po raz pierwszy nikt nie miał nic przeciwko "grupowemu uściskowi", którym dzielili się zdecydowanie zbyt rzadko.

- Człowieku, zawsze możesz nam o wszystkim powiedzieć. Po to tu jesteśmy. No oprócz kopania tyłków. - robot poruszał zabawnie brwiami.

Cała piątka zasiadła do stołu urodzinowego, a gdy słońce zaszło całkowicie, Cyborg włączył kolorowe światła. Kolejna godzina minęła na toastach, cyklicznym odpalaniu zimnych ogni, upominkach i dosłownie wielkim żarciu.



Przyjęcie skończyło się około północy, Dick został jednak na dachu pod pretekstem "wyjątkowej pełni księżyca". Oczywiście nie sam.

- Robin, martwiłam się dziś o Ciebie. Posprzątaliśmy Twój pokój. Może udasz się na odpoczynek? - Star smutno spojrzała na spokojne lustro wody.

- Ja się nawet dziś o siebie bałem... - mruknął lider, odczuwając nieprzyjemny dreszcz wspomnień. Niespodziewanie jego głowa opadła na ramię kosmitki, co ją zdziwiło. Coś nowego.

- Star, nie chcę Was stracić. I Ciebie stracić - nieproszone łzy zalały ponownie jego policzki. Poczuł, że ona też powstrzymuje łkanie.

- Robin, ja dzisiaj czułam, że mogę Cię stracić. Proszę, nie rób mi tego ponownie. - po tych słowach owinęli mocno swoje ciała i cicho szlochając pocieszali się wzajemnie.
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-03-21, 22:04
Od 1 do 6 daję oczywiście najwyższą w tym przedziale notę, czyli 7. Bardzo ładne opowiadanie, mocno czuć tytaniczny, kreskówkowy klimacik
fajnie przeczytać jakiś fanfik po polsku Gwiazdka :D

no jeśli chodzi o mnie, to żadnych pomidorów nie będzie.
bo mi się podobało.
piękne zwieńczenie dnia urodzin Dicka Robin :)
chyba łatwo mnie zadowolić, wystarczy pisać cały czas o nim Luzak
no w każdym razie..

trochę wgniotło mnie w fotel myślenie Robina w tym fanfiku, w sensie ta cała agresja, przeraża mnie taki Dick Grayson.
ale oczywiście zawsze może liczyć na Tytanów <3
chętnie przeczytałabym coś jeszcze twojego, masz tego więcej? Bestia ;)
titansgo.pl/upload/img/5e8c0be29f29c.png
Taki mały babol się wkradł - źrenice są zazwyczaj czarne, jego tęczówki mogły być za to błękitne Robin :)
Czuć było ten kreskówkowy vibe, a fragment z imprezą bez problemu mógłby się znaleźć w animacji Gwiazdka :D pobijam pytanko Kibo, jest więcej?

66.media.tumblr.com/b5fea9afcdef6889f7efbcb856806929/tumblr_pxezjfEfAI1qf5hjqo5_540.gif
media.tenor.com/images/0d96adf0796b04af23bc6bbce328be84/tenor.gif
Art w avatarze: Raven by Gabriel Picolo
Wiedziałam, że coś pomylę, już poprawiam (a budowę oka znam, zawsze się mylę tęczówka-źrenica). Dziękuję For Robin :)
Wszystkim dziękuję za tak pozytywny odbiór, nie spodziewałam się <3
Chciałam tutaj zrobić trochę psychozy, bo z tej strony znamy go tylko z odcinka Nawiedzony.

Więcej? Do tej pory pisałam 10% opowiadania , a potem kasowałam (ups xd). Ale jeśli chcecie, to mogę coś napisać. Czekajcie, coś krótkiego chyba mam xD Poszukam

Połączony z 2020-03-21, 22:18:57:
Puch Alert - krótkie, ale można dostać cukrzycy przy tym. Ostrzegałam.

Tytuł: Sundown.
Postaci: [Robin, Starfire].
Motyw: Romans.
Słowa: 263.
Rozdziały: Oneshot.
Autor: Rachela.


Blask zachodzącego słońca powoli rozlewał kaskadę ciepłych barw na wieczornym niebie. Rozmaite odcienie czerwieni zostały udekorowane blaskiem pierwszych gwiazd, które coraz odważniej zaznaczały swoją obecność.



Młoda dziewczyna obserwowała astronomiczne widowisko z nie lada zapałem. Letni wiatr delikatnie muskał jej opaloną skórę, a długie włosy tańczyły na wszystkie możliwe strony. Moment, w którym ostatnie chwile dnia przechodziły w fazę zmierzchu był jej ulubionym i dość często przebywała na dachu potężnej wieży, aby podziwiać skąpane w promykach słońca fale oceanu.



Jej wieczorny zwyczaj nie stanowił dla niego większego zaskoczenia. Doskonale wiedział, gdzie jej szukać. On bardziej uwielbiał rozkoszować się porankami. Zwiastują one bowiem nowy dzień - jak sam mówił. Jednak spędzanie z nią tych kilku chwil podczas zachodu słońca zaliczał do najwspanialszych i najprzyjemniejszych punktów w harmonogramie swojego dnia.



Niemal bezszelestnie zbliżył się do jej smukłej postaci, zajmując miejsce u jej boku. Zwróciła się w jego stronę z delikatnym uśmiechem, pozwalając mu zatopić się w jej szmaragdowych oczach, których zieleń wydawała się być intensywniejsza od koloru trawy. Odwzajemnił widok pochłaniając jej uwagę błękitem swoich szafirowych oczu, których nie pokazywał światu zbyt często.

Siedzieli w ten sposób jeszcze przez kilka minut, zanim ujął jej dłoń w swoją, a ona oparła się o jego silne ramię, jednocześnie pozwalając głowie spocząć na obojczyku. Delektując się chwilą bliskości, ujrzała liczne zadrapania i cięcia na skórze swojego czarnowłosego. Jej ciepła dłoń podarowała mu kojący dotyk w tych miejscach. Podziękował i po odgarnięciu paru kosmyków szkarłatnych włosów zostawił subtelny pocałunek na jej czole.

- Kocham Cię, Księżniczko.

- I ze wzajemnością, mój Cudowny Chłopcze.



Oboje wpatrywali się teraz w gwiaździste niebo.
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-03-21, 22:18
przeczytałam to sekundę przed snem, ale odpisuje dopiero teraz, bo w sumie nie wiem czemu.
nie podoba mi się, że takie krótkie. i mam teraz wieeeeelki niedosyt
titansgo.pl/upload/img/5e8c0be29f29c.png
No co ja mogę powiedzieć ponad to, co rzekła Kibo. Mało :c

66.media.tumblr.com/b5fea9afcdef6889f7efbcb856806929/tumblr_pxezjfEfAI1qf5hjqo5_540.gif
media.tenor.com/images/0d96adf0796b04af23bc6bbce328be84/tenor.gif
Art w avatarze: Raven by Gabriel Picolo
No tutaj akurat o to chodziło xD mało i subtelnie. Właśnie po to, by zostawić niedosyt. Ale oczekujcie, oczekujcie. Między #aktywnościąnaserwisie a elearningiem zabiorę się za multirozdziałową historię

Połączony z 2020-03-27, 21:01:09:
Oto jest, nowa historia. I prolog. Coś mnie dziś męczą nudności, dlatego pisarskich cudów nie oczekujemy. To wprowadzenie, do pośmiania się.

Tytuł: Survive the War
Postaci: [Robin, Starfire], [Raven, Beast Boy], Cyborg.
Motywy: Dramat, Przygoda, Romans, Komedia
Rozdział: 0 - Prolog
Słowa: 724
Autor: Rachela

We're back!

"Nareszcie wrócili! Młodzi bohaterowie już w mieście", "Tytanolot wylądował. Wiemy, gdzie byli!", "Jump City wita Tytanów". Od przeszło dwóch dni ich twarze nie schodziły z pierwszych stron miejskich gazet, a dziennikarze wciąż śledzili każdy krok. Młodzi Tytani, po krótkich wakacjach w Meksyku, wrócili do swojej majestatycznej wieży. Życie wydawało się także wracać do normy - może z kilkoma wyjątkami. Robin i Star stali się obiektem pożądania wszystkich portali dla nastolatek. Para nie ukrywała dłużej swojej relacji trzymając się za rękę na oficjalnym powitaniu przez burmistrza. Poza innymi drobnymi zmianami, w Wieży panowała ta sama atmosfera co przed wyjazdem.

- Koleś, co ten pilot robi w misce na popcorn? - Bestia z niemałym uśmieszkiem grzebał w brudnych naczyniach tytanowej zmywarki.

- Bez jaj, nie wsadziłem go tutaj. Kto wsadził pilota w misce do zmywarki?! Nie po to ją tu wstawiłem, żeby niszczyć inne niezbędne do funkcjonowania cudeńka. - robot przyjrzał się trochę małemu urządzeniu - A czy to nie przypadkiem plamy po jakimś świństwie z tofu?!

- No... możliwe, oglądałem wczoraj kolejną powtórkę M jak Mutant i zrobiłem sobie tofufrytki. - zielony założył ręce za plecy i uśmiechnął się niewinnie - Ale zaraz po tym Robin wykopał mnie za drzwi, bo chcieli ze Star oglądać walki jakichś grubasów z Japonii.

- Czy możecie trochę się uciszyć? Ja tu próbuję czytać... - blada sylwetka Azarathki wyłoniła się zza kanapy.

- Noo i wszystko jasne! Zakochany gołąbeczek Robinek ma teraz oczy na niewłaściwej części głowy. - BB i Cy zachichotali głośno ciesząc się, że ich lider pozwala sobie na luźniejsze chwile.

- A rozum to już w ogóle, nie wiadomo gdzie! - Bestia co chwilę się zapowietrzał.

- ... I kto to mówi. - mruknęła w jego stronę zirytowana hałasem Rae.

***

- Robin, wszystko w porządku? Przyniosłam Ci coś do picia. - Star nerwowo weszła przez uchylone drzwi do pokoju dowodów. Dziewczyna miała z tym miejscem same złe wspomnienia. To tutaj swoje apogeum osiągała obsesja jej lidera na punkcie Slade'a.

- Wszystko gra. Kończę spisywać raporty dotyczące Saico Teca. Czysta formalność. - Boy Wonder z uśmiechem przyjął ciepłą filiżankę i podsunął kosmitce krzesło.

- A jednak coś Cię trapi. Widzę i czuję to. Proszę, nie kłam mnie. - spojrzała na niego z widoczną troską w oczach. Westchnął.

- Tak długo go nie widzieliśmy. Zastanawiam się, czy on... - myśl przerwała mu ciepła dłoń splatająca się z jego palcem wskazującym.

- Cokolwiek by się nie stało, Robinie, jesteśmy w tym razem. Ty, ja i nasi przyjaciele. Ja... bardzo się boję. - Gwiazdka spuściła gwałtownie wzrok. Robin podniósł jej podbródek i oczekiwał w ciszy, aż wyjaśni.

- Pamiętam te wszystkie czasy, gdy nie mogliśmy Cię stąd wyciągnąć. Krzyczałeś. Nie sypiałeś. Nie jadałeś... Tak się martwiłam.

- Wiem. Jest mi naprawdę przykro, ale to przeszłość. Wiele się ostatnio nauczyłem. Obiecuję, że nie zamknę się tu przed Wami...i przed Tobą. - twarz kosmitki natychmiastowo się rozjaśniła. Nagle, oboje podskoczyli na dźwięk mocnego walenia w drzwi.

- Ej, jo, kolacja czeka. B lata po salonie z miską przyklejoną na głowie, a Rae z satysfakcją podsuwa mu banany pod nogi. Musisz...musicie to zobaczyć! - para wymieniła kilka chichotów i skierowała się ku przyjaciołom.

***

- A patrzcie na to zdjęcie! Cyborg wygląda jak kubeł z sosem meksykańskim! - po kolacji nadszedł czas na przeglądanie zdjęć z wakacji.

- Robin, nie musiałeś bić tego biednego chłopaka tylko dlatego, że chciałam nawiązać z nim transfer językowy - Star z wyrzutem spojrzała na zdjęcie pobitego młodego Meksykanina. Robin wskazał bardzo wyraźnie na swoje usta.

- Jeżeli jeszcze Ci tego nie wytłumaczyłem, tu są jedyne usta, które powinnaś całować na tej planecie.

- Facet, miałeś szczęście, że był naszym fanem i po założeniu bandaży poprosił jeszcze o autografy. - Cyborg przewijał powoli zdjęcia na dużym ekranie.

- Raven, masz jeszcze tego meksykańskiego osła, którego wygrałem dla Ciebie w kręgle? - zielony przybliżył się nieco do przyjaciółki. Dziewczyna nieznacznie się zarumieniła.

- Mam. Przemalowałam go nawet na zielono, żeby pamiętać. - BB trochę się skwasił, lecz nie mógł powstrzymać satysfakcji. Od dawna próbował zwrócić na siebie uwagę Raven.

- To na tym festynie, gdzie się zgubiliśmy i chcieli nas przebrać za kurczaki na karnawał....

***

- Nasze informacje się potwierdzają.

- Co znaczy, że ta strategia doprowadzi nas do sukcesu. Bardzo, bardzo dobrze. Przystąpmy do fazy A, już czas. Tytani zapłacą nam za te wszystkie pokrzyżowane plany.
Edytowane przez Rachela2003 dnia 2020-03-27, 22:14
jak mogłaś skończyć w miejscu, w ktorym rozpoczyna sie akcja??? Gwiazdka ;-[
titansgo.pl/upload/img/5e8c0be29f29c.png
Dlatego, że to prolog i nie czułam się najlepiej Robin :)
Dlaczego TT biją ludzi ;_;. Jestem ciekawa, co z tego dalej wyniknie. Gwiazdka :D

66.media.tumblr.com/b5fea9afcdef6889f7efbcb856806929/tumblr_pxezjfEfAI1qf5hjqo5_540.gif
media.tenor.com/images/0d96adf0796b04af23bc6bbce328be84/tenor.gif
Art w avatarze: Raven by Gabriel Picolo
Nie TT tylko zazdrosny Robin xD
Przejdź do forum: